Rozmiar: 14871 bajtów

Narkotyki


autorem artykułu jest Kris Tamiell

Narkotyki i sacrum, czyli "odurzacz" i Bóg są wspólnymi cechami wszystkich cywilizacji przewijających się po naszej planecie. Ten fakt zauważony przez jednego z największych myślicieli naszych czasów - Marksa, daje do myślenia.
Dlaczego nasza świadomość i psychika potrzebuje tego typu wrażeń? Co się kryje za tym zjawiskiem?
Czy potrzebuje czy też ucieka do tego typu doświadczeń to i tak nie można narkotyków czy innych używek potępić i powiedzieć o nich że są diabelskim wynalazkiem i niosą tylko zgubę. Znamy wiele zastosowań w medycynie i innych gałęziach przemysłu na przykład w rozrywce;) gdzie narkotyki i używki są regularnie używane i nikomu do głowy nie przychodzi żeby powiedzieć coś złego na temat na przykład kawy... o której się teraz pisze hymny pochwalne, a przecież ona również uzależnia.... A pewnie każdy szaman afrykański czy indiański powie też, że narkotyki służą jako pomost między światami i stanami umysłu ( i nie tylko szaman!). Tyle, że autorytet szamana na "haju" nie jest zbyt wielki (przynajmniej dla większości) i raczej nie tędy droga, jeżeli chodzi o poznanie tych rzeczy....


Wiem o tym, że nic nie szkodzi jak tylko brak umiaru. Nawet arszenik w mikroskopijnych ilościach może służyć jako lekarstwo i tylko nasza nieodpowiedzialna postawa i brak umiaru w korzystaniu z tych darów świata może nam zaszkodzić. I tak jest z narkotykami i ze wszystkim w naszym życiu.

Wylewanie dziecka z kąpielą, czyli zabranianie i oczernianie tych przedmiotów nie jest zbyt mądre a piętnowana powinna być raczej postawa wobec nich niż one same w sobie.

Brak wiedzy i wiele pomówień i fobii, które narosłym wokół tego zjawiska woła o to, aby trochę o tym temacie porozmawiać, bo to brak wiedzy powoduje, że wiele ludzi wciąż popada w problem narkotykowy.


Opiszemy bardziej znane narkotyki. Ale z góry mówię. Nie popieram narkotyków!
Uważam, ze zażywanie narkotyków w żaden sposób nie jest nam potrzebne i używanie ich szkodzi.
Szkodzi naszej psychice i ciału. Powoduje uzależnienie nawet te tak zwane "miękkie"...
Tak samo jak uzależniamy się od protezy, która by pozwalała nam szybciej chodzić, czy w ogóle uzależniamy się od techniki i od dobrobytu... Tak samo uzależniamy się od narkotyków, które sprawiają, że chwilo mamy lepszy humor czy nastrój lub też zwiększają naszą pewność siebie czy dają nam siłę. (Spójrz tylko, co się dzieje w przemyśle farmakologicznym, na wszelkiego rodzaju wzmacniacze, wspomagacze, uspokajacze itd...)

Ale najpierw trochę ogólnie:

Najfajniejsze w narkotykach i chyba taki jest sens ich istnienia jest to, że pokazują człowiekowi jego możliwości... bo NARKOTYKI JEDYNIE POTĘGUJĄ TO CO JUŻ MAMY W GŁOWACH, UMYSŁACH , MIĘŚNIACH i to co już potrafimy i co możemy osiągnąć. I mogą nam pokazać... Może nie prawdę (nie nazywajmy tego tak), ale inną rzeczywistość.... A to daje do myślenia... Tylko, że trzeba myśleć na trzeźwo!

Jeżeli masz w głowie jakieś fajne idee, które z jakiś powodów nie możesz wyrazić, bo hamuje Cię strach czy obawy przed innymi to wypicie sobie kielicha na odwagę jest standardowym zachowaniem. Zapalenie sobie skręta w spokoju również Cię wyciszy. Jeżeli masz dobry nastrój i dobre usposobienie do życia to narkotyk "rozbuja" jeszcze bardziej te nastroje. Człowiek będzie jeszcze weselszy, radośniejszy, więcej siły i szczęścia. Hormony oszaleją. Serotonina i endorfina uszami popłyną i bal będzie trwał przez kilka godzin... Aż się skończy.... A kończy się zawsze poniżej normy.... Czyli wspomniane hormony pójdą spać a pojawią się jakieś inne usuwające z organizmu odpady i zanieczyszczenia poimprezowe, wywołując efekt popularnie zwany kacem tudzież zwałą.

Zdarza się i tak, że nawet będąc w fatalnym nastroju, zły czy coś w tym stylu, "zapodajmy" sobie jakiś środek i nam przechodzi i zaczyna się miły czas. Ale to jest zależne od tego czy generalnie mamy dobro w głowie i porządek, a nasz zły nastrój był przypadkowy. Jeżeli generalnie mamy zły "klimat" w życiu to raczej narkotyki z ulicy nam nie pomogą tylko te z apteki... I to pod kontrolą.. A i to na krótko i to oszukując....

I dalej. Jeżeli w głowie masz jakieś problemy to zażywanie narkotyków nie jest dobrym pomysłem.
Narkotyk sprawia, że opada racjonalne myślenie i hamulce a blokady mentalne, jakie Cię chronią przed Twoimi własnymi problemami przestają działać... Problemy natomiast rosną w siłę i do tego nabierają przeróżnych "fantastycznych" kształtów, co może Cię nielicho przestraszyć i wpędzić w tak zwanego doła, shize, bedtripa itd...
Stany lękowe w tym przypadku to norma. Paranoja obserwuje Cię z każdych oczu, a Ty masz problem z normalnym kontaktem z ludźmi. Wtedy się zamykasz sam i zaczyna być na prawdę smutno i... Niebezpiecznie.

Inna sprawa to to, że narkotyki Cię rozmiękczają, czyli robią Ci papkę z mózgu... Spada Twoja sprawność intelektualna i robisz sobie powoli lobotomie. Nie jest to szybki proces! Ale po paru latach częstego palenia widoczny i to bardzo, a przy zażywaniu na przykład amfetaminowych środków efekt widoczny jest już po kilku tygodniach a nawet dniach.

I tak. W przypadku narkotyków "miękkich" typu marihuana robisz z siebie powoli rozciapanego pacyfistę niezdolnego do działania twórczego i do jakiejkolwiek akcji (skrajność). To też jest wszystko zależne od indywidualnego organizmu i środowiska.
A środki pobudzające typu amfa sformatują Ci umysł na agresora. Będziesz niebezpiecznym, nadpobudliwym idiotą.

Miodowy miesiąc.
Każdy, kto używał narkotyków wie, że początki są piękne. Gdy nasz umysł jest czysty i sprawny, gdy nasza świadomość nie jest podziurawiona narkotykami wtedy te odloty są najpiękniejsze i najbardziej wciągające. Wtedy właśnie najłatwiej o uzależnienie.
Podczas takich chwil, gdy euforia przepełnia nas przypominają nam się słowa ostrzegające nas przed narkotykami i śmiejemy się w głos... "Co oni gadają!" Takie fajne rzeczy! Jak to może być złe?? Przecież to jest naturalne ziółko! Prezent od Boga! Vivat zielone!
A po tym jak nas opuści "faza" to nawet nie mamy żadnego kaca... Nic... Żadnych zwałek czy coś... Można spokojnie iść do szkoły czy do domu... Wpuścić kropelki do oczu (palenie zioła wywołuje efekt przekrwionych ocząt) i wszystko gra... Jak takie coś może być szkodliwe? A może. Tylko właśnie nie od razu.

Dobre złego początki sprawdzają się w tym przypadku idealnie. A ten czas się kończy raz szybciej raz wolniej, ale zawsze się kończy i o tym trzeba pamiętać. Co tu dużo mówić. "Faza" po narkotykach zwłaszcza ta pierwsza jest fajna. Ba! Jest super i łatwo się zachłysnąć tą inną rzeczywistością. Znam osoby, które po zażyciu po raz pierwszy extaski strasznie się wystraszyły.... Bo tak im się to spodobało, że od razu miały ochotę jeszcze raz wystartować! Ale uwierzcie mi, że rzadko się zdarza, aby kolejna (no może po 4-5) impreza była lepsza od poprzedniej... Chyba, że się zmieni dawkę lub narkotyk.... Ale i to nie będzie to, bo w wyniku tego, że już brałeś Twój umysł nie jest już "dziewiczy" i już raczej na pewno nie będziesz miał tak wspaniałej fazy jak za pierwszym razem.
W końcu to tylko miesiąc miodowy.... Skończy się.

Pamiętaj, że narkotyk pokaże Ci jedynie, co masz w głowie. I im częściej będziesz po niego sięgał tym większą cenę będziesz musiał zapłacić za tę informację, a i każda taka akcja zostawia po sobie ślad.

Od strony duchowej teraz:
Za każdym razem Twoja aura zostaje rozrzedzona aż powstają w niej dziury. Poprzez nie do Twego świata wpływają różne mniej lub bardziej niefajne rzeczy, które stają się Twoim światem (wszystko to zależy od indywidualnego stanu psychiki i duszy). Twoja świadomość i zdolność racjonalnego myślenia - logika jest przytępiona, a wrażliwość duchowa zwiększona. Dlatego narkotyki są używane przez szamanów i innego rodzaju "łowców mistycznych odlotów". Podczas odlotu narkotykowego przyswajamy sobie mnóstwo mało fajnych rzeczy - bytów z naszego otoczenia duchowego - astralnego, te rzeczy o ile się ich nie pogoni zostają wraz z Tobą i stają się częścią Twego życia i "śmierdzą sobie", przyciągają sobie podobne i przy następnym "odlocie" dziura robi się jeszcze większa i tak dalej... Ostatecznym efektem tego może być kompletna fiksacja i "zawieszenie" w innym świecie lub ściągnięcie do "realu" jakiegoś dziwnego bytu.
A jeżeli myślisz o rozwoju duchowym to .... .... Ciężko będzie....
Nastraszyłem?:) Ok. To tylko ekstremalne przypadki... To tyle od strony duchowej a teraz psychika.

Niektóre narkotyki "rozmiękczają" nam umysły wywołują miękką "fazę" błogości i dobrostanu. Czas zwalnia... Wszystko się wyostrza.... Nabiera kolorów i głębszego sensu i wymiaru... Oglądany film ma niesamowity wyraz i "trafia" do nas jak nigdy. Słuchana muzyka porusza każdą komórkę naszego ciała i umysłu wyzwalając piękne doznania.... Przedmioty nabierają innego wyrazu i cała rzeczywistość robi się jakaś inna... Czarodziejska... Wspaniała... Błoga.... Ale tak jak mówię to tylko odbicie tego, co mamy w głowie i o ile mamy w głowie strach i złość to narkotyk może wywołać u nas atak paniki lub furię (zależy od narkotyku) przykładem rozmiękczającego narkotyku jest marihuana.,

Natomiast amfetamina najczęściej wywołuje nadpobudliwość czasem agresję. Wzrost sił i sprawności fizycznej i umysłowej (na początku...I to krótkim!). Dlatego jest to ulubiony narkotyk uczących się (to szlachetny cel ;)) imprezujących czy ćwiczących jednak jest to jeden z najbardziej wyniszczających i pustoszących naszą psychikę i ciało narkotyków.

Inne z rodzaju pobudzających to przeróżne odmiany extasy - popularnych "dropsów" czy niektóre rodzaje LSD, czyli "kwasy", kokaina. Heroina to raczej narkotyk halucynogenny, ale też może wywoływać przeróżne paranoje i agresywne zachowania.

Przemysł i postęp poszedł do przodu i nie ominął i tego sektora ( a ponieważ ćpają wielcy tego świata, więc w tym sektorze postęp idzie bardzo szybko - chodzi głównie o wymyślenie "bezpiecznego" narkotyku i przy okazji zajefajnego) i narkotyki są przeróżne i mające na celu wywołanie każdego stanu emocjonalnego.

Ktoś, kto ma iść do filharmonii raczej nie "zarzuci" sobie jakiegoś "speeda" - czyli narkotyku zwiększającego jego siłę i dodającego energii tylko pewnie sięgnie po coś, co go uwrażliwi na odbiór tych subtelnych wrażeń, jakie pewnie w filharmonii będzie dane mu wysłuchać.
I na odwrót. Ci, co idą na całonocną imprezę techno gdzie przez 8-12 godzin mają skakać nie wezmą jakiegoś "malenaża”, bo by pewnie brakło im sił i "fazy" na całą imprezę. Na imprezach najlepiej sprawdzają się extaski, czyli połączenie speeda z melanżem. Narkotyk, który da Ci i siłę do zabawy i jednoczenie sprawi Ci miłą i błogą atmosferę w głowie (chyba, że przedawkujesz albo trafisz na zły towar... Najczęściej śmierć, ale czasem parę lat rehabilitacji i trwałe skrzywienie na całe życie).

Trochę historii.
A skąd się wzięły narkotyki i co sprawiło, że tak są popularne dziś?
"Ojcem" chemicznych środków odurzających typu LSD jest amerykańska armia, która szukała w chemii pomocy przy przesłuchiwaniu więźniów (Wietnam), czyli w latach 60-tych...... Któryś z wojskowych pewnie był hipisem;):) bo twór zwany LSD ukołysał całe pokolenie amerykańskich hipisów i nawet Bill Clinton palił trawkę.... Tylko się nie zaciągał....;):) Pospolite zioło, czyli marihuana i kokaina, rosną po polach od zawsze a pomysłowość człowieka w odnajdywaniu czegoś, co by spowodowało szum w główce nie zna granic i ludzie piją, jedzą, palą, wciągają, wstrzykują i wąchają wszystko, co tylko może spowodować odlot... Słyszałem na przykład o tym, że ktoś palił kropki z muchomora...:) Nie pytajcie o więcej szczegółów, bo sam nie wiem, ale widzicie sami....:)

Dużą zasługą dla dzisiejszej pozycji narkotyków wykazała się Ameryka. Wcześniej narkotyki były w ogóle niezakazane. Na przykład napój Coca cola... Był na początku robiony z orzeszków koli i z kokainy, ale że stwierdzono, że napój idzie jak woda i że kolejki się po niego ustawiają jak po "Polokoktę" przyjrzano się bliżej tematowi i zamieniono kokainę na kofeinę jako akceptowaną społecznie używkę.
Amerykanie mieli kiedyś prohibicję, która zakazywała alkoholu. Ponieważ nie można zabraniać człowiekowi tego, za czym tęskni jego natura prohibicja padła, ale pozostał aparat do jej zwalczania. Wiele tysięcy ludzi nie miało, co robić, więc wymyślono wroga.... Narkotyki! I tak się potoczyło. Napisano mnóstwo prac o tym, jakie to one są be i niebezpieczne i szkodliwe i że trzeba to tępić i zwalczać i już mamy obecne czasy... Dziś w tych czasach hipokryci głośno krzyczą przed swymi wyborcami, jakie to „dragi” są niebezpieczne i „be” by później sobie w spokoju w domku zapalić skręta czy "przypudrować noska". Albo też boją się tego jak ognia przyznając tym samym, że też mają problem z narkotykami.

Narkotyki są częścią naszej natury i sposobem na życie...Niestety... I najlepsze, co można zrobić to potraktować je na równi z alkoholem, który jest społecznie akceptowany.


Uważam, że narkotyki są tylko po to, aby nam pokazać i uzmysławiać, że są inne stany świadomości i że rzeczywistość może inaczej wyglądać. Narkotyki jedynie potęgują to, co mamy już w głowach, więc wiele mamy jeszcze do nauczenia się. Narkotyk to tylko jeden z drogowskazów. Niebezpieczny drogowskaz, ale... Rozsądnie użyty spełni swą rolę. A że przy tym tyle radości daje...;) A my dzieci lubimy takie zabawki...;)
.
Jak stwierdził mój kolega: "każdy raz w życiu powinien zjeść kwasa". Może nie podchodziłbym do tego aż tak radykalnie, ale coś w tym jest, bo one na prawdę poszerzają horyzonty.. I myślę, że to jest ta lekcja i nauka, którą nam narkotyki próbują przekazać. Myślę, że narkotyki to kolejna próba Boga zwrócenia na siebie uwagi... Tylko, że my ludzi jak zwykle przesadzamy! I wiem też, że doskonale możemy się bez tego obejść.


Opis najbardziej znanych narkotyków.

Marihuana. Ziele o wielu nazwach uważane za "miękki" narkotyk i najbardziej popularny i hołubiony przez nasze społeczeństwo. W kilki krajach zalegalizowana. Jest niby bezpieczny i nieszkodliwy... Niby... Bo przez nasz brak umiaru i "dziecinne" używanie tej używki "podstępnie" wchodzi w nasze życie i robi spustoszenie. Nie jest źle od czasu do czasu zapalić sobie skręta... Ale jak ktoś pali parę razy w tygodniu lub, co dziennie to już nie długo zobaczy, jakie to nieszkodliwe ziółko zrobi mu kuku... Znaczy on sam to długo będzie twierdził, że nic mu nie jest!...Zaczyna się od tego, że nic nam się nie chce... Wszystko nam wisi.. Melanż... Palimy sobie coraz częściej sami... Jakieś paranoje... Stany lękowe itd.... Nuda... Marazm... Za każdym razem pomimo tego, że poprzednia faza była słaba, że wpadliśmy w jakieś paranoje to i tak sięga się ponownie mając nadzieje, że "tym razem będzie lepiej..." Nigdy nie jest.... No... Może czasami...;)

Ale na początku jest w drugą stronę. Zazwyczaj ludzi uskrzydla... Heeej tylko po zapaleniu wszystko jest fajne i ma sens... Lepiej się gada i wszystko ładniej dokoła wygląda... Ta faza jest chyba bardziej niebezpieczna, bo trudniej zerwać z czymś, po czym generalnie się lepiej czujemy. Ale jeżeli jest taka sytuacja jak wyżej opisane to TRZEBA jak najszybciej skończyć a co najmniej zrobić sobie parę miesięcy przerwy lub dawkować te "cuda".

Tak czy owak u większości znanych mi palaczy w pewnym momencie przychodzi rozwód. Koniec. Ci, co palili codziennie nagle przestają albo bardzo ograniczają. (Sporadycznie się zdarza, że "jadą" ostrzej.) Tyle, że to nie przychodzi łatwo i lekko i na prawdę spustoszenia, jakie zostawiły te niewinne ziółka są bardzo widoczne.

Ale marihuana to nie tylko zło i Baba Jaga. Jest to na prawdę przedziwne i bardzo pożyteczne ziółko. Stwierdzono naukowo, że łagodzi objawy chorobowe przy stwardnieniu rozsianym. Działa uspokajająco i rozluźniająco i wiele innych pozytywnych wpływów na ludzkie ciało i psychikę (wiadomo, że rozluźnia a już samo to w sobie jest potężnym lekarstwem dla naszego znerwicowanego społeczeństwa). Po za tym wspomniana roślina oprócz tego chemicznego związku kwasu THC to również wspaniała konopia, która może mieć milion zastosowań w naszym społeczeństwie. Robi się z niej od ubrań i leków po papier i zabawki i na prawdę gdyby nie to, że tak się tępi i piętnuje ten jej jeden przez jednych ulubiony przez innych nienawidzony składnik THC była by ona jedną z podstawowych roślinek hodowanych na świecie. Ale pewnie jej czas jeszcze nadejdzie.

Grzyby i inne halucynogenne środki.
Widzieliście kiedyś młodych ludzi pasących się jak krowy na polach?
Zdarzają się takie egzemplarze, choć generalnie są oni bardziej... Intymni. Ci, którzy się tak zachowywali po prostu jedli małe halucynogenne grzybki, które rosną po polach tam gdzie krowy robią kupy.... Inne z tego rodzaju to przeróżne odmiany kwasów LSD i rozmaite etery, kleje, benzyny, czy nawet zwykłe podduszanie, które również wywołuje "efekty".
Po tych środkach na prawdę masz odlot.... Latasz po świecie fantazji i masz wgląd we własną psychikę o ile będziesz na tyle przytomny by cokolwiek pamiętać... Grzybki lub inne LSD-owe "zabawki" wjadą Ci głęboko w psychikę i wydobędą z twojej podświadomości wszystko, co tam jest. Każdy strach i każda paranoja nabierze takiego rozmiaru i takiego koloru, że możesz i zwariować. Dlatego takie rzeczy biorą raczej ludzie wolni od problemów i nie słyszałem, aby ktoś dla uspokojenia zapodał sobie kwasa... To by go to dobiło.


"Speed" czyli amfetamina.
Działa jak kawa "z dopalaczem" - TURBO. :) Daje mnóstwo energii i nie "telepie" Cię.
Przez kilka ładnych godzin masz większego "powera", czyli wzrasta moc obliczeniowa umysłu i wydolność mięśni. Rośnie poziom adrenaliny (hormon walki i ucieczki), zmysły się wyostrzają. Ulubiony narkotyk studentów kujących do egzaminów, zdających sesje. Bardzo szybko powoduje uzależnienie i robi największe spustoszenie w organizmie.

Na jej bazie robi się wiele innych narkotyków, które mają dać nie tylko "czada" na przykład do całonocnej imprezy, ale i do tego jakieś wrażenia artystyczne i właśnie dla tego powstało tyle rodzajów przeróżnych pigułek, czyli tabletek extasy.
Jest ich całe mnóstwo w zależności od tego, na jaki nastrój masz ochotę. Dla każdego coś miłego. Jak już mówiliśmy w tej dziedzinie też jest ogromny postęp i pewnie powstaną takie narkotyki które nie wywołają kaca czy jakiś złych przeżyć.. I ludzie będą sobie przeżywać całe życie na haju... Tak właściwie to już się tak dzieje. Przecież cała farmakologia psychiatryczna opiera się na środkach psychotropowych. W USA połowa społeczeństwa "jedzie" na społecznie akceptowanych narkotykach zwanych środkami psychotropowymi i nikt nie robi z tego wielkiego ambarasu... Do nas też zaczyna to docierać... Wystarczy się przyjrzeć reklamom w telewizji i zobaczymy przeróżne środki, które mają zagłuszyć i otumanić nasz głos wewnętrzny, który przecież tylko stara się zwrócić na siebie uwagę abyśmy zmienili życie i nasze przyzwyczajenia. Branie tabletek uspokajających to tak jakbyśmy mieszkając w domu przy zboczu i widząc głaz, który osuwa się na nasz dach grożąc zawaleniem podkładali patyki pod kamień żeby się dalej nie osuwał... i starali się zapomnieć o sprawie zamykając okno... Dopóki nam się dach na głowę nie zawali.... Leki to patyki. Wszystko, co otumania i chowa przyczynę jest patykiem, który wcześniej czy później pęknie.


Narkotyki były, są i będą. I nie ma możliwości, aby je wykorzenić z naszego społeczeństwa. Możemy i wręcz musimy tylko o nich otwarcie rozmawiać i mówić, co to jest, czym grozi i co to daje. Przynajmniej wyeliminujemy w jakimś stopniu jedną z przyczyn brania narkotyków - ciekawość. A drugi powód - przekorę i bunt, załatwilibyśmy legalizacją.

Dzięki wiedzy, że narkotyk tylko odciąga nas od naszego prawdziwego życia. Że nas otumania i wprowadza w błąd. W ostateczności blokuje nas na kontakt z naszą wewnętrzną naturą. Bo jakkolwiek podczas narkotykowego odlotu możemy przeżyć mistyczne doznanie, ale na prawdę jest to tylko po to, aby nam pokazać, że coś takiego jest w ogóle możliwe i że my musimy to sami BEZ NARKOTYKÓW i innych środków wspomagających osiągnąć.
Tylko czysty i piękny umysł i szlachetne, pełne miłości serce może osiągnąć nasz prawdziwy Cel życia. Narkotyk to brudne narzędzie.

Wierze, że każdy nawet jak spróbował to później się z tego otrząśnie i i spojrzy na to tylko jak na podpowiedź i pójdzie dalej samodzielnie budować królestwo we własnej głowie.


Wiem, co mówię, bo sam miałem "niezłe" przygody z nimi. Palenie w wieku 17 lat i później coraz częściej i więcej, ale na szczęście nigdy ciężkich i nigdy intensywnie. W marcu 2002 dostałem od Życia żółtą kartkę. I po 4 miesiącach w szpitalu cudem ocalony, po latach rehabilitacji i z uszkodzeniami mózgu wróciłem tu do Was, aby napisać to, co czytacie. Ból wielki, jaki sprawiłem Rodzinie i bliskim nie da się opisać i ciężko jest w ogóle o tym myśleć. Im dedykuje ten artykuł jako próbę przeprosin, a Wam jako próbę ostrzeżenia i dania więcej światła w tym temacie..

Powodzenia na waszej drodze!

Pozdrawiam Wszystkich
SUNSHINE! :)



--
Drogowskaz - Light'owa strona startowa.
Duchowy Wymiar Życia

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl


2006-2007 Top-eBooki